Kontakt

Ścieżkami Serca

Rozwój duchowy
w praktyce

POTĘGA MIŁOŚCI

 

„Nie istnieje żadna droga ani cel, który należy osiągnąć. Ty sam jesteś drogą i celem.

Nie istnieje nic więcej, co należałoby osiągnąć poza samym sobą.”

                                                                                                               Nisargadatta Maharaj

 

 

Każda sytuacja w naszym życiu, każdy człowiek wchodzi do naszego życia aby coś w nas zmienić, coś w nas uzdrowić. Jest błogosławieństwem, nie przypadkiem. Jedni pojawiają się po to, by nam cos pokazać (są lustrem dla czegoś w nas) a inni po to, byśmy przy nich mogli coś w sobie zmienić, coś przeżyć, coś zrozumieć, wytyczyć nowy kurs. Głęboką moc transformacji w naszym wnętrzu mają te osoby, które nas kochają, z którymi mamy więź na sercu (także z poprzednich wcieleń). Często takie relacje obwarowane są silnym lękiem przed transformacją wewnętrzną i zmianami w naszym wnętrzu. Prawdziwe uczucia płynące z centrum serca pierwszej osoby są kluczem do wnętrza drugiej ale i szansą na takie zmiany u pierwszej. Ta moc jest kluczem do obu. Spotkanie się tych ludzi nie jest przypadkowe a ich relacja jest darem i szansą jednocześnie na przepracowanie swoich największych blokad i problemów. To kwestia świadomości i zrozumienia wyjątkowej sytuacji i duchowego celu dwóch dusz, które postanowiły sobie nawzajem pomóc. Te sytuacje prowadzą nas dalej w życiu, dzięki nim doświadczamy wzrostu duchowego, wzrostu świadomości oraz wibracji.

 

To nie zmiany są celem w naszym życiu ale MY SAMI. Nasze zrozumienie siebie i dokonany w ten sposób postęp. Nie ma innego celu w życiu poza SAMYM czy SAMĄ SOBĄ.

 

To ludzie wnoszący coś do naszego życia są najważniejszym jego elementem. Jeśli nie rozumiemy siebie, nie zaglądamy w swoje wnętrze – nie jesteśmy w stanie dostrzec ani roli jaką odgrywa drugi człowiek w naszym życiu – ani szansy, jaką on nam daje. Pozostajemy ślepi i nieświadomi prawdziwej wartości takiej osoby w naszym życiu i dla naszego życia. A wystarczy zrozumieć, że Bóg działa poprzez ludzi i obdarza nas poprzez ich serce czymś wyjątkowym, co daje nie tylko wsparcie i poczucie bezpieczeństwa, ale przede wszystkim właśnie szansę od Wszechświata na prawdziwy rozwój i głęboką, duchową transformację.

 

  Nie po to przychodzimy na świat aby osiągać Bóg wie co: karierę, pieniądze, prestiż, władzę, autorytet w oczach innych. To tylko zamienniki miłości, której nie mamy – wszystkie one wynikają tylko i wyłącznie z ego, z jego pragnień, braków i lęków. Cały nasz świat jaki tworzymy to świat wymyślony i napędzany przez ego. Tymczasem przychodzimy na Ziemię by uzdrowić siebie po wcześniejszych zaślepieniach ego, wcześniejszych pragnieniach, dążeniach czy przywiązaniach przez które popełniliśmy tak dużo błędów, że w końcu zaganiamy się w ślepy zaułek i nie możemy już iść dalej. Po to reinkarnujemy – aby to zrozumieć i zmienić kierunek.

  To nie osiągnięcia w materii wyznaczają nasz prawdziwy postęp ale ludzie, których wpuszczamy do swego życia i serca, i którym pozwalamy aby swoim sercem dotknęły naszego. Jeśli relacja jest oparta na miłości i czystych intencjach (czyli w oparciu o najwyższe dobro), wtedy dzieje się magia bo taka właśnie miłość uwalnia wszystko, co nią nie jest. Dusza zaczyna się uzdrawiać i pozbywać wszystkiego, co ją rani – z przeszłości, której ciężar dźwigamy do teraz, i z chwili obecnej. To prawdziwa i głęboka transformacja, której sama doświadczyłam na własnej skórze i która okazała się prawdziwym błogosławieństwem dla mnie, pod każdym względem. I to wszystko dzięki wsparciu ludzi z miłością w sercach, którzy wchodzili w moje życie wtedy, gdy moje wnętrze było gotowe na jej przyjęcie i działanie. Nie musiałam o nią walczyć ani na nią jakkolwiek zasłużyć. Po prostu płynęła od właściwych osób, którzy we właściwym momencie wchodzili do mojego życia i byli przy mnie, otoczyli miłością i wsparciem, dzięki czemu mogłam skonfrontować się z niejednym ciężarem i bólem głęboko blokującymi mnie i mój dalszy  rozwój oraz życie. Byli częścią mojego przeznaczenia ale także posłańcami Boga, którzy mieli mi pomóc zgodnie z moim i ich Najwyższym Dobrem. Tacy ludzie wnoszą największe dobro do naszego życia: bezwarunkową miłość, głębokie wsparcie i uzdrowienie. Trzeba tu zrozumieć i nazwać sprawy po imieniu: Bóg nie jest siwym dziadkiem siedzącym na chmurze i z marsową miną obserwującym nas z góry. To czysto dziecięce wyobrażenie głęboko zakorzenione w naszej podświadomości. Bóg jest bezwarunkową miłością i  tylko nią, i działa poprzez ludzi. Modlimy się do niego, oczekujemy cudu a nie dostrzegamy go w ludziach dookoła siebie. A przecież w taki właśnie sposób Bóg nas wspiera i prowadzi. Poprzez tych, którzy nas szczerze i prawdziwie kochają, i obdarzają miłością tak po prostu, bez powodu, bez interesu, bez nieczystych intencji. 

 

  Ego ma kontrolę nad wszystkim w Tobie. Nieustannie pokazuje Ci, że wszystko jest ważniejsze, że prawda o świecie jest zupełnie inna, że liczy się tylko to kim jesteś, ile masz i dokąd pędzisz by zdobyć więcej. Przekonuje Cię, ze miłość jak jest to ok a jak nie ma to.. trudno i żyje się dalej. Nawet nie wiesz, że to nic innego, jak manipulacja na sobie samym. Lęk w Tobie każe Ci tak myśleć. Niczego nie podważać, niczego nie zmieniać, nie ryzykować. Żyć jak wszyscy wokół i płacić za takie życie depresją, nieszczęśliwością i poczuciem pustki w głębi siebie. Znasz taki scenariusz, prawda?

   Paradoks polega na tym, że im mniejsze zainteresowanie osiągnieciami w materii – tym więcej do nas przypływa. Im bardziej biegamy po Ziemi pragnąc wypełnić pustkę w swoim wnętrzu zamiennikami miłości: pieniędzmi, karierą, władzą czy zdobyczami świata - tym mniejszymi ludźmi jesteśmy i bardziej zachłannymi na wszystko. Im mniej czegoś pragniemy, tym więcej do nas przypływa. Bo energia miłości tworzy wszystko inne a więc i obfitość wszystkiego. Miłość przyciąga do nas sytuacje, dzięki którym tego spełnienia możemy doświadczać: wszystko czego potrzebujemy, czego pragniemy i o czym marzymy. Ludzie, którzy tego nie rozumieją, żyją w nieustannym lęku o to, co mają i czego nie mają, z zamkniętymi sercami, równie zamkniętymi umysłami, w świecie ograniczających ich przekonań i mniej lub bardziej ukrytego egoizmu. Cierpią nie wiedząc dlaczego a lęk w nich nie pozwala im otworzyć się na miłość. Boją się jej, boją się otwarcia i utraty kontroli nad sobą i swoim życiem. Straty tego, co udało im się zgromadzić. Mimo, że marzą o miłości, modlą się o nią i za nią tęsknią - nie są w stanie się na nią otworzyć. A zwłaszcza na taką, która może odmienić ich serca, umysły i życie. 

 

Chcesz dopuścić Boga do swego życia? Otwórz swe serce na miłość. Potrzebujesz prawdziwej, głębokiej pomocy, potrzebujesz przemiany? Pozwól innym aby kochali Ciebie. Pozwól sobie przyjąć miłość. Niech z ich serc płynie do Ciebie światło, niech Cię otula i wspiera a jeśli otworzysz też na nią swój umysł – z czasem wypełni go głębokim zrozumieniem i jasnością. Staniesz się cudem i będziesz najlepszym tego cudu świadectwem. Swoim własnym blaskiem, ciepłem i czystymi intencjami do siebie i innych ludzi. I o to właśnie w tym wszystkim chodzi. Jeśli wybierzesz miłość zamiast lęku i pozwolisz jej działać – to tak, jakby sam Bóg zakasał rękawy i wziął się do pomagania Tobie – dzień po dniu, miesiąc po miesiącu i rok po roku - tak długo, dopóki sam nie staniesz się na tyle mądry i silny, aby podążać za miłością i pozwolić jej działać poprzez Twoje własne serce na rzecz wszystkich istot czujących, nie tylko ludzi. Jest w tym ogrom spełnienia dla Ciebie a uczucie miłości, w której nieustannie jesteś - jest nagrodą samą w sobie. Towarzyszy Ci głęboki spokój, uczucie bezgranicznej błogości i szczęśliwości. Jesteś w samym centrum. U Źródła z którego przyszedłeś.

  

Przychodzimy do życia w materii nie po to aby mierzyć go materialnymi osiągnieciami i sukcesami, ale aby otworzyć serce i urzeczywistnić miłość, którą tak naprawdę JESTEŚMY. Wszyscy. I to jest jedyny ważny i prawdziwy cel, który przyświeca  każdej duszy schodzącej na Ziemię. TY SAM. TY SAMA. MY SAMI. I będziemy tak długo tutaj wracać, i wracać, i wracać - aż zrozumiemy, kim jesteśmy i po co tu jesteśmy. Aż go POPRZEZ SIEBIE urzeczywistnimy rozpuszczając w miłości swoje lęki, zaślepienia, uprzedzenia, ograniczenia, cierpienie i całą nieszczęsną resztę, wynikającą z egoizmu, braku duchowego wglądu i zrozumienia.

 

I wiesz, co, drogi czytelniku? Najbardziej na świecie życzę Ci, aby takie doświadczenia zdarzyły się i Tobie, aby i w Twoim życiu pojawiali się ludzie którzy obdarzą Cię bezwarunkową miłością tak po prostu, i którym Ty będziesz w stanie ją odwzajemnić.

 

Ścieżkami Serca

Agnieszka Panderska